środa, 26 grudnia 2012

# 52.

żyje... choć w sumie powalałabym zniknąć..
czuje sie jak świnia.
wrócę jak tylko sie ogarnę.
WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO W NOWYM ROKU KOCHANE! ;*

sobota, 22 grudnia 2012

# 51.

musiałam coś w sobie zmienić.. i pofarbowałam włosy, miały wyjść ciemne brązowe, ale są czarne. 
w sumie sie cieszę, dobrze sie w nich czuje. lepiej nie wspominam o diecie, szkoda gadać.. pare razy dzisiaj wylądowałam w nad kiblem i rzygałam.. pisze z D. przeprosił mnie za wszystko, jest inaczej, lepiej.  piszę, że chce żebym była tylko jego i wgl, ale nadal nie wie czego chce. stwierdziliśmy, że jak w wróci od taty to spotkamy sie pare razy i zobaczymy jak to będzie. wolę sie nie spieszyć. nie chce znowu cierpieć. 

jebać te sztuczne święta, sztuczne szczęście i sztuczną miłość.

czwartek, 20 grudnia 2012

# 50.

nie daje rady.. to wszystko tak cholernie boli.. czuje sie fatalnie. nie wiem co ze sobą zrobić. ciągle tylko porażki.. zaczęłam więcej palić, ciąć sie.. znając mnie to przez ferie zacznę pić.. nie rozumiem, po chuj on
to wszystko pisał? te słodkie słówka, buziaki w czoło, jak mnie przytulał tak mocno, że nie mogłam oddychać, trzymał mnie za rękę tak pewnie.. nie mam siły..

dieta idzie, waga stoi..

jem.
rzygam.
płacze.
pale.
tnę się.

poniedziałek, 17 grudnia 2012

# 49.

i wszystko poszło sie jebać! boże, czy zawsze tak będzie? czemu nic mi sie nie układa?!
wczoraj jeszcze pisałam jak to jest cudownie, zajebiście... przed chwilą D. napisał, że to chyba nie ma sensu.
momentalnie miałam łzy w oczach, rycze jak pojebana. to koniec... nagle całe moje szczęście sie rozjebało..
został smutek, żal i wspomnienia... nie daje rady, nie potrafię..

niedziela, 16 grudnia 2012

# 48.

nie było mnie tu 8 dni.. tyle sie zmieniło, że nie wiem od czego zacząć. może od tego, że jestem z D.
dokładnie od 8 dni ;) mieliśmy kiepskie chwile, kłócimy sie, ale mimo wszystkiego dajemy rade, jestem z nim szczęśliwa. bywa naprawdę kochany i słodki, szczególnie gdy jesteśmy razem. między nami jest 4 lata różnicy. nie czuje tego, on też nie. często sie spotykamy, prawie codziennie. jutro chyba do niego jadę, zobaczymy czy dam radę. mam masę nauki.. muszę wszystko ogarnąć, bo mam zagrożenie z chemii, matmy i jeżeli nie napiszę dwóch kartkówek z fizyki to też postawi mi jedynkę -,-. we wtorek widzę się z misiem na 100 %, w środę też no i w czwartek idziemy razem na zakupy.. w piątek wyjeżdża za granicę do taty na święta.. na samą myśl o tym tęsknie.. naprawdę mi na nim zależy. sylwestra też spędzamy razem. boże... może wszystko sie ułoży?! chciałabym. no i teraz najważniejsze - dieta. idzie dobrze. mój nałóg się pogłębia, pale codziennie, nawet po pół paczki, a czasem nawet całą. nie chce mi się jeść. dużo spaceruje z D. nawet po 3-4 godziny dziennie. wracam wieczorem i już nic nie jem. ważę 60,6 kg. trochę czuje, że schudłam, ale to nic. będę sie cieszyła jak zobaczę moją wymarzoną piątkę z przodu! przestałam bać sie świąt.. nie będę tyle jadła, dam radę. ;) i chyba mi sie polepszyła przemiana materii, bo po jedzeniu w ciągu godziny idę do WC. może to po tych tabletkach na przeczyszczenie, które brałam jakiś czas temu. ale już zrezygnowałam, za dużo bólu. przestałam też sie ciąć.. moja ręka wygląda okropnie, cała w czerwonych, krwistych, głębokich kreskach.. no to chyba a tyle :) powodzenia kochane! ;*



sobota, 8 grudnia 2012

# 47.

nie jest źle, ale mogłoby być lepiej. waga stoi - 62,6 kg. może dlatego, że mam okres? (-,-).
zrobiłam taki jakby kalendarz, ma 40 dni. czyli 40 dni diety. przyczepiłam na lodówkę i zdjęcie chudej dziewczyny, ale nie aż tak, żeby nie przestraszyć rodziców. może to mnie zmotywuje. dziś jest pierwszy dzień. max 600 kcal. potem będzie coraz mniej. obiadu nie zjem, będzie jakieś mięso.. powiem, że boli mnie 
brzuch i niby zjem później. muszę rzucić palenie. 
za 4 godziny mam korki, tata mnie zawiezie a z powrotem wrócę autobusem zrobię sobie spacerek. 

trzymajcie sie kochane!


bilans.
2 małe parówki dla dzieci.
2 kawałki ciemnego chleba z szynką i serem.
2 herbaty owocowe sagi ze słodzikiem.
= 350? 

EDIT.

w bilansie nic sie na razie nie zmieniło, ale jeszcze nie wiem. korki mi odwołała.. i mam jutro między 12 a 13. aa i zapomniałam wcześniej napisać, że znowu zaczęłam wymiotować.. boli mnie teraz gardło, pluję krwią.. ;x spotykam sie dziś z D. pierwszy raz i troche sie boje, ale mam nadzieje, że będzie okej. ;) 




czwartek, 6 grudnia 2012

# 46.

zostałam dziś w domu.. wczoraj wzięłam Xenne extra - 3 tabletki i do dziś mnie trzyma..
nie mogłam wytrzymać z bólu brzucha i po długich namowach mamy zostałam. posprzątałam całe mieszkanie, wyszłam z psem, teraz sie ucze niemieckiego, aa no i zapisałam sie w końcu na korki z niemieckiego. pierwszą godzinę mam w sobotę o 16.00 - nie mogę sie doczekać! 
niczego jeszcze nie zjadłam, wypiłam tylko 2 herbaty (czerwoną i grzańca-1kcal)
czuje sie lepiej. wczoraj dostałam okres, fatalnie. zwolniłam sie z lekcji o 10.20 bo nie wytrzymywałam psychicznie. czekam sobie teraz ma mamusię, mam nadzieje, że ma dobry humor i będzie sie cieszyła, że posprzątałam, bo rzadko to robię. boje sie świąt, przeraża mnie fakt, że są tak blisko.. tyle żarcia, a ja na diecie. boje się. poza tym jest mi ciągle zimno.. nie ważne ile bym na siebie założyła, mi i tak jest zimno. 

EDIT. 

trochę za dużo kcal, ale okej. nie jest tak źle. do końca dnia już nic nie zjem.

trzymajcie się <3



wtorek, 4 grudnia 2012

# 45.

jestem z siebie dumna. oprócz tego, że dostałam 5 i 4 z polaka, poprawiłam chemie, to nie poszłam dziś do sklepiku w szkole.. dałam radę. po szkole poszłam do biblioteki, chciałam wypożyczyć chudą, ale akurat dzień wcześniej ktoś ją wziął. babka obiecała, że jak wróci to zadzwoni do mnie. 

bilans :
3,5 mandarynki. 90 kcal.
kluski gotowane (były wręcz takie rzadkie z wodą) 150 kcal.
kawałek ciemnego chleba z pastą rybną i szynką 150 kcal.
kisiel 120.
= 510 kcal.

ćwiczenia :
 - 300 brzuszków.
- unoszenia 80x2
- 200 nożyc.
- 300 rowerków na leżąco.
- 500 motylków.
- na pupę 80x2.
- rozciąganie.
- nogi w przód i tył 50x4.
- 150 pajacyków.
- 100 przysiadów.
- 40 minut spaceru. (154,5 kcal)




poniedziałek, 3 grudnia 2012

# 44.

moja matka mnie chyba nienawidzi.. z resztą jak cała rodzina. czuje sie jak wyrzutek. to boli. 
co chwilę słyszę jakieś chamskie komentarze. nie chce mi sie już żyć. moja dieta to dno, moje życie to dno, ja jestem dnem. nic nie ma sensu. wszystko sie pierdoli. pod koniec grudnia są połowinki.. chciałam iść, ale wstyd mi sie tak pokazać.. kolega z klasy dziś powiedział na mnie Obelix - zachciało mi sie płakać..
jeszcze mu pokażę! zakochany w sobie idiota! 

PLAN - tym razem się uda. nie zawalę.
  
1. max 500 kcal.
2. 2l wody dziennie.
3. nic po 19.00 
4. 2-3 posiłki dziennie.
5. ćwiczenia.

nie wolno :

- czekolada.
- ciasta, ciasteczka.
- żelki, pianki, galaretki.
- drożdżówki.
- chipsy, paluszki, popcorn.
- cukierki.
- bita śmietana, polewy.
- rodzynki.
- fast foody. (każdego rodzaju)
- słodzone napoje.
- gazowane.
- wafelki, batony.
- ser żółty.
- ziemniaki.
- bułki i chleb jasny.
- dżem.
- sól, cukier.
- sosy.
- zupki w proszku.
- mięso smażone.
- olej.
-makaron.
- naleśniki.
- budyń.
*trochę tego sporo, ale jakoś dam radę.

ćwiczenia :

- 300 brzuszków.
- unoszenia 80x2
- 200 nożyc.
- 300 rowerków na leżąco.
- 500 motylków.
- na pupę 80x2.
- rozciąganie.
- nogi w przód i tył 50x4.
- 150 pajacyków.
- 100 przysiadów.


tak będę wyglądała w wakacje.
motywacja wraca! 




niedziela, 2 grudnia 2012

# 43.

nikt mnie nie rozumie, albo nikt nie stara sie mnie zrozumieć.. nikt nie wie jaka jestem naprawdę, nikt nic o mnie nie wie.. pierdolą bzdury, bez podstaw. nie mogę na nikogo liczyć. zostałam sama. moje uczucia, myśli 
mnie przerażają.. chyba sie zakochałam. ale nie rozumiem jak to sie stało. - głupia idiotka! 
nawet nie mam u niego szans, jestem żałosna. poza tym kto by sie zainteresował takim czymś?! 

jesteś gruba. jesteś żałosna. jesteś nikim. jesteś zerem. jesteś obrośnięta tłuszczem. jesteś brzydka.
jesteś okropna. jesteś tłusta. jesteś toczącą sie kulą. jesteś..

waga w wczoraj - 62,6 kg.. no super! tyje, staje sie coraz większa. czuje to, widzę jak przytyłam..
boję się, jezu! 

dajcie mi umrzeć, proszę.

środa, 28 listopada 2012

# 42.

jest coraz gorzej.. wróciłam wczoraj do domu, ale nadal jest źle. mam po prostu dość. 
każdy wtrąca sie w moje życie, mówi mi co mam robić, jak sie zachowywać.. mam 15 lat i zero prywatności. chce w końcu zająć sie tylko sobą, mam dość martwienia sie tylko o innych, teraz widzę jak mi sie odwdzięczają. 

pod koniec grudnia mam połowinki.. chciałam ubrać sukienkę, ale nie pokażę sie w niej
chce schudnąć, chociaż te 5 kg... błagam.

nie czuje sie najlepiej. moja samoocena.. jaka samoocena?! przecież ja jej nie mam.
czuje sie taka brzydka, gruba, ale nadal wpierdalam! żałosne.

postanowiłam, że zrobię 10 dni głodówki.
10 dni to jest max. ludzie wytrzymują miesiąc, dwa bez jedzenia, więc 
ja wytrzymam te 10 dni. będę tylko na zwykłej wodzie i sokach.

czuję pustkę i cholerną bezsilność. 
czas sie ogarnąć.

/ thin.






 

wtorek, 27 listopada 2012

# 41.

jeszcze nigdy nie byłam tak zagubiona. dookoła same fałszywe twarze, nikomu nie można ufać. jestem sama, całkiem sama. jeszcze nigdy nie spotkało mnie tyle przykrości... boję się spotkać z D. coś mnie do niego ciągnie, ale nie jestem gotowa na nowy związek.. nie nadaję się do tego. jestem beznadziejna.
myślałam o tym, żeby to wszystko skończyć.. ale wtedy wyszłabym na przegraną, słabą.
mam dość.

kalorie? 5485965223587455632596632

dobranoc.

sobota, 24 listopada 2012

# 40.

dzisiaj uświadomiłam sobie jak bardzo sie zmieniłam. odsuwam od siebie bliskich. 
pokłóciłam sie z rodzicami. postanowiłam, że wyprowadzam sie do babci. muszę odpocząć.
tam przynajmniej spokojnie będę mogła głodować. na razie zostaje na weekend, ale postaram sie przekonać babcię, żeby pozwoliła mi zostać chociaż na tydzień. to mi dobrze zrobi. 


boję sie dotknąć wagi, jakby parzyła. mój żołądek jest wypełniony wodą. wielki balon.
jestem tak blisko do piątki z przodu, a zarazem tak daleko. boję się.

przeczytam do końca chudą, dieta(nie)życia i drugi raz motylki. 
może to mnie bardziej zmotywuje. 

ogarnę ćwiczenia. 

napiszę do Was jak wrócę.
3majcie sie kochane i chudego weekendu! <3



 

czwartek, 22 listopada 2012

# 39.

jest źle.. ciągle kłócę się z rodzicami, ale przede wszystkim z siostrą. kiedyś potrafiłam jej dogadać tak, że od razu sie zamknęła, a dziś? stałam i słuchałam jak mnie wyzywa i pieprzyła, że skończę w kryminale albo w psychiatryku..ja tylko stałam i łzy mi leciały, zamurowało mnie. fajna siostra,co nie? zawsze życzyłam jej jak najlepiej, ale dziś o sie skończyło. nie traktuje jej jak siostry, nie będzie tak jak kiedyś. mam dość. zawsze byłam najgorsza.. odwdzięczę im się. 
chłopak z klasy, którego uważałam z dobrego kolegę powiedział mi dziś, że śnił mu sie mój cellulit. 
 ciągle porównuje mnie do świnki z mapetów....

stałam pod prysznicem i patrzyłam jak krew spływa mi z rąk i brzucha.. liczyłam ' jedna kropelka, druga kropelka ... ' przestało kapać. wzięłam żyletkę znowu do ręki i zaczęłam robić coraz dłuższe i mocniejsze cięcia.. nie czułam bólu, mój płacz zagłuszył wszystko. uzależniłam się.

piątek, sobota i niedziela jestem tylko na jabłkach i wodzie. 
koniec z opierdalaniem się.
jeżeli w niedziele nie zobaczę na wadze 60 kg to ciągnę to dalej.
a jeżeli zawalę to obiecuje, że kupię senes i wpierdolę wszystkie tabletki na raz, obiecuje! 


zamykam sie w sobie.



 

wtorek, 20 listopada 2012

# 38.

nie byłam dziś w szkole, źle sie czułam. po 15 poszłam z siostrą na siłownie. teraz siedzę i mam pustkę w głowie. nie wiem co robić. nic mi sie nie chce.. czuje się taka wielka.



poniedziałek, 19 listopada 2012

# 37.

jakoś wytrzymałam w szkole. nie chce mi się już patrzeć na te mordy.
 każdy udaje przyjaciele. fałszywość.
moja psychika wysiada. ' może powinnaś sie leczyć? iść do psychologa?' hahahahaha, nie. 
chodzę wkurwiona, smutna.. dzięki temu nikt nie zawraca mi dupy, nawet nie podchodzą. 
mam spokój. dziś nawet nie byłam w sklepiku w szkole. jak pomyślałam o drożdżówce, to mnie zemdliło. podoba mi sie to. napiłam sie wody, pogryzłam jabłko i było okej. głód minął. znalazłam motywację, jestem silna, dam radę. jestem tak blisko 59! boże!

zmieniłam sobie tapetę w laptopie.. mam obrazek z napisem ' ogarnij dupę, zaciśnij pięści i daj rade! nie ważne, że nie ma dla kogo - ważne, żeby opadły im kopary ' zmotywowało mnie to jeszcze bardziej. kolega z klasy podszedł do mnie i zaczął mnie szczypać.. po chwili powiedział ' łooo, ale grubasek. jaki tłuszczyk '. 

bilans.
pół małego udka bez skóry. (dała psu połowę) - 60.
jabłko - 60.
woda.
cappuccino x2 - 126.
troche marchewki. - 10
kawałek ciemnego chleba z pomidorem. - 150.
= 406.

idę sie uczyć, zajrzeć do Was, a potem ćwiczyć.
trzymajcie się. ; *




niedziela, 18 listopada 2012

# 36.

dziś rano sie zważyłam, było 60,2 kg. troche dziwne, że tak szybko schudłam, ale się cieszę.
na obiad z siostrą postanowiłyśmy zrobić sobie kisiel. teraz muszę ogarnąć wszystkie lekcje, i po 16 jadę z przyjaciółką na lodowisko. czyli spale kcal, o tak ;) jak wrócę ( będzie tak po 18) zrobię sobie kawe i nic już nie zjem. chce zobaczyć już te 59! tak dawno nie widziałam piątku z przodu.. boże. będę taka szczęśliwa. jutro idę sobie kupić odżywkę do paznokcie bo strasznie mi sie łamią, do włosów też. 
muszę jakoś o siebie zadbać. w końcu sie ogarnęłam, tak sie cieszę. wczoraj nawet wieczorem ćwiczyłam. 
zrobiłam 100 brzuszków, 75x4 wymachów (w bok i przód), 50 przysiadów i rozciąganie. wiem, że to mało, ale zawsze coś, dobry początek. zrobiłam sobie listę ćwiczeń na miesiąc. na dole napiszę. poza tym to chyba jest okej, oprócz tego, kłóce sie z rodzicami, ale u nas to norma. chce zmienić swoje zachowanie wobec nich, chce pokazać, że jestem ambitna, tylko leniwa jeśli chodzi o naukę (oni o tym wiedzą), zmienię to. 
kiedyś byłam straszną lalunią, nie wychodziłam z domu bez makijażu i zachowywałam sie jak pustak, nie interesowałam sie niczym.. teraz mam w dupie makijaż, zrobiłam sie wrażliwa, uczuciowa, zależy mi na rodzinie, szkole, znajomych. chce zmienić swoje życie. chce uświadomić cioci z Niemiec, rodzicom, wszystkim, że potrafię. uda mi sie!

ćwiczenia.

200 brzuszków.
75x2 unoszeń (w bok)
50x2 na pupe.
50x2 na uda.
50 przysiadów.
rozciąganie.
wymachy 75x4 (bok, przód)
200 rowerków na leżąco.

bilans.

cappuccino 63.
kisiel 130.
cappuccino 63.
zielona herbata.
= 256 kcal.



sobota, 17 listopada 2012

# 35.

byłam dziś w mieście po kurtkę. kupiłam taką beżową elegancką, podoba mi sie strasznie. nie jest długa, akurat do tyłka. za miesiąc mam sesje zdjęciową, koleżanka powiedziała, że chce mi zrobić zdjęcia.. dziś powiedziała mi jak mam sie ubrać - szpilki (te z poprzedniej notki), sweterek beżowy, kurtkę, jeansy, legginsy na zmianę, koszulę... to będzie tragedia, jestem za gruba na takie sesje -,- więc mam motywację, żeby schudnąć w miesiąc jak najwięcej.. dziś źle sie czuje.. słabo mi i nie dobrze. zjadłam tylko bułkę z serem ze sklepu i to wszystko na dziś. nawet nie wiem ile taka bułka ma kcal. wczoraj nie mogłam spać do 3.00 więc poszłam do kuchni żeby sie 'obejrzeć' podciągnęłam bluzkę do góry  i zobaczyłam wystające kości biodrowe i mocno wystają mi żebra, mogę je nawet policzyć *.* jaki cudem?! obojczyki też mi wystają. cieszę sie, ale nie rozumiem. może mam tak od zawsze? niektóre osoby mimo tego, że są przy sobie mają wystające kości..nie wiem, nie chce mi sie tego rozkminiać.. idę uczyć sie niemca, a potem poćwiczyć.
pa robaczki <3






piątek, 16 listopada 2012

# 34.

naprawiłam wagę, tzn zmieniłam baterię :D wczoraj wieczorem sie zważyłam - było 62,2 kg.......
jaki grubas, boże... 
nie napisałam wam, że znowu byłam chora i siedziałam sobie tydzień w domu, a zaległości rosną, super.
aa, i pamiętacie może F z Niemiec? tyle tu o nim pisałam.. założył sobie fejsa i pisałam z nim wczoraj.
płakałam i śmiałam sie na zmianę. tak cholernie tęsknie za nim, żeojapierdole. cieszę się, że mam z nim kontakt, to jest najważniejsze. teraz byle do stycznia i sie widzimy, mniam <3

bilans.
jabłko. 40


niedziela, 11 listopada 2012

# 33.

gdzie jest moja motywacja sprzed paru miesięcy?! byłam chętna do ćwiczeń, i zdeterminowana by nie jeść.
tata dziś przywiózł skrzynkę jabłek. czyli od jutra do środy będę na samych jabłkach i wodzie. muszę jakoś wytrzymać. zaraz idę oglądać film, a potem sie uczyć. ściągnęłam sobie mnóstwo thinspiracji. muszę w końcu skończyć czytać chudą i dieta(nie)życia.. czuje sie gruba, tłuszcz ze mnie spływa, dajcie mi chude nogi! błagam ;c 

* po długim namyśle, postanowiłam dodać to zdjęcie.
macie mnie, czyli tłustego wieloryba.





         thinspiracje. <3


czwartek, 8 listopada 2012

# 32.

cały dzień chodziłam wkurwiona, smutna a w pewnym momencie miałam łzy w oczach. koleżanka to zauważyła i napisała mi karteczkę na lekcji, że może powinnam wybrać sie do psychologa, opowiedzieć jej o wszystkim co sie u mnie dzieje, że ona mi pomoże.. byłam w szoku. od razu odpisałam jej, że nie potrzebuje pomocy, że nie chce nikomu niszczyć psychiki, że poradzę sobie sama. próbowała mnie jeszcze namawiać, ale nie dałam sie i skończyłyśmy temat. tata poszedł na zebranie, ciekawe jak będzie. nie boje sie, raczej mam to w dupie. mam 5 jedynek o których mu powiedziałam, w sumie to nawet sie tym nie przejął, bo kiedyś miałam ich więcej.przed chwilą poszłam sobie zapalić, bo już nie wytrzymywałam. kolega z Niemiec spytał sie kiedy przyjeżdżam.. mam nadzieje, że w ferie. błagam, żeby wypaliło. bo nie wytrzymuje już tutaj... z nimi. muszę się uczyć na jutro, mam 3 kartkówki. -,- chciałabym wyjechać i już nie wrócić, rzygam już tym co sie tutaj dzieje. kolega dzisiaj puścił mi niemiecką piosenkę, popłakałam się. tak cholernie tęsknie za Feisalem.. mam czas do ferii (czyli na początku stycznia), żeby ważyć 58 kg. nawet nie wiem ile teraz ważę, chciałam rano sie zważyć ale wyskakuje mi jakieś LO (wtf? -,-) nie wiem o co chodzi, więc sie tylko zmierzyłam. niżej napiszę moje wymiary. zaraz zabieram sie za gramatykę niemca, biologię i fizykę.
dzisiaj myślałam o świętach.. to będzie jakiś koszmar. mnóstwo jedzenia a ja na diecie, tyle słodkości, moich ulubionych potraw, a ja nie będę mogła tego tknąć. no trudno, z czegoś trzeba zrezygnować. albo chce wpierdalać i być gruba, albo zrezygnować i być chuda. co lepsze? oczywiście, że druga opcja. jutro pogadam na skejpie z tym kolegą z Niemiec. booooże, jak długo go nie widziałam *___* .
idę zaraz zrobić sobię herbatki i do nauki... troche sie rozpisałam, przepraszam.

bilans.
2 małe bułki mleczne (jedna z kruszonką, a druga z makiem)
= 250 kcal.

wymiary.
szyja 33 cm.
biust 83 cm.
brzuch 83,5 cm.
biodra 99cm.
udo 52,5 cm.
łydka 38,5 cm.
kostka 23 cm.
kolano 40 cm.
talia 70 cm.

* tragedia. inaczej nie mogę tego nazwać. 
chce zniknąć.




środa, 7 listopada 2012

# 31.

nie zważyłam sie, zapomniałam, jutro rano to zrobię i sie zmierzę. w szkole czułam sie strasznie, ból brzucha i wgl mnie dobijał, humoru wgl nie miałam. jestem strasznie głodna, ale niczego już dziś nie zjem. na lekcji polaka zrobiłam sobie rozpiskę diety, napiszę ją niżej. pogubiłam sie z tm wszystkim. nie wiem co mam pisać, może najlepiej skończę swoje marudzenie.

bilans.
herbata miętowa z gruszką. mniam, polecam!
serek wiejski. 
owoce (3małe jabłka + 2 mandarynki)
jogurt FruVita 0%.
2 chrupkie z serkiem.
=  402 kcal.

plan.
7.11.12 - 7.12.12 r. SGD.
8.12.12 - 2.01.13 r. ABC. (tyko 25 dni)
3.01.13 - 23.01.13 r. 300kcal.
24.01.13 - 8.02.13 r. SGD. (tylko 15 dni)




wtorek, 6 listopada 2012

# 30.


wróciłam, ale nie dlatego, że ogarnęłam dietę. niestety nie. ale ma zamiar to zrobić. od kiedy? od jutra. mam dość całej tej sytuacji. nie wyrabiam już. to jest zbyt trudne. chciałabym sie zamknąć w pokoju i nigdy nie wychodzić. pokłóciłam sie dziś z ojcem. dzwoniła do niego moja wychowawczyni. mówiła o moich dzisiejszych wagarach, o tym, że maluje paznokcie do szkoły, i wgl (wtf?) pojebało jej sie w dupie. taki lizus, że o ja pierdole. jutro sobie do niej podejdę. dzięki niej mam opinie laluni w szkole. -,- nienawidzę szmaty.
w dodatku dostałam okres i wszystko mnie wkurwia. chodzę jakbym zaraz miała wybuchnąć. ojciec darł się, że zakazuje mi wyjazdu do Niemiec i bla bla bla. w dupie to mam! i tak wyjadę, więc może sobie gadać. 
rzygam już tym wszystkim. mam w chuj nauki i nie nadążam z tym wszystkim. nie mam ochoty na nikogo patrzeć, ani z nikim rozmawiać. od dziś przestanę rozmawiać z kimkolwiek o moich problemach, przemyśleniach i planach. zostawię to wszystko dla siebie. nawet moja najlepsza przyjaciółka nie wie co sie dzieje ze mną, nie zamierzam jej w to wtajemniczać. rodzice już nie podejrzewają u mnie wymiotów. od jutra zaczynam SGD. ale będę wliczała warzywa i owoce. + nie będę jadła mięsa i słodyczy. kupię sobie tabletki na włosy, paznokcie i koncentracje. bo nie potrafię się skupić na lekcji, masakra. myślę zupełnie o czymś innym, albo słucham muzyki.. za dwa dni jest zabranie, no to powodzenia -,-  nie mam wgl swojej prywatności, a jej potrzebuje. dieta to mój własny styl życia, jest jedyną rzeczą o której ja sama mogę decydować. mam dni gdy patrzę w lustro i chce mi sie płakać, rzygać jednocześnie. nienawidzę siebie, wyglądam jak gruba świnia.. boże. wstyd wyjść z domu.. zaraz zaparzę sobie senes, zmierzę sie i jutro rano zważę. muszę mieć wszystko pod kontrolą! do jutra kochane <3




piątek, 2 listopada 2012

# 29.

z psem jest nawet okej, operacja sie udała, ale ma niewydolność serca. od jutra będzie miał tabletki, mam nadzieje, że będzie dobrze, że mój maluch wyzdrowieje. z dietą - hahahahaha, idiotka jak zawsze zawaliła. nie będę sie tłumaczyć, tym, że babcia, rodzice, święto, rodzinne obiadki i podwieczorki, żałosne. idę oglądać film. wrócę tu jak sie ogarnę. powodzenia kochane !

wtorek, 30 października 2012

# 28.

zjebałam po całości, szkoda gadać.  domu jest coraz gorzej, mam dość. w dodatku dowiedziałam sie dziś, że mój pies ma nowotwór.. boże. jutro ma operację, boję się. tak strasznie sie do niego przywiązałam. gdy miałam 8 lat pojechaliśmy na wakacje i tam była taka pani właśnie ze szczeniakami... gdy je zobaczyłam, od razu wiedziałam, że chce mojego. mimo, że było 10 innych szczeniaków a mój pies miał siostrę bliźniaczkę, ja chciałam właśnie tego. przekonałam rodziców i gdy tylko wróciliśmy do domu, kupiliśmy mu wszystko i pojechaliśmy po mojego maluszka. to jest amstaff, moje małe bydle. jest silny i wierzę, że wyjdzie z tego i jako jedyny mnie nie zostawi. nie poradzę sobie bez niego. czasami idę do niego, kładę się obok, wtulam i opowiadam mu wszystko, czasami płacze, tylko on potrafi mnie wysłuchać, a jego obecność poprawia mi humor. gdy miał 3 lata zgubił sie na 10 dni. byłam tak przerażona, że raz zasnęłam na jego legowisku, wszędzie go szukałam, na szczęście sie znalazł. rok później tata poszedł z nim do lasu i znowu gdzieś uciekł, po 3 godzinach tata miał dość. wkurzyłam się, ubrałam i poszłam go szukać po lesie sama, po drodze spotkałam tatę, dał mi smyczkę i zaczęłam poszukiwania. w lesie darłam sie jak głupia, przeszłam przez las i zobaczyłam go jak siedzi sobie spokojnie w miejscu na cmentarzu. ja już nie wyobrażam sobie tego, że mogłoby go zabraknąć. wiem, że kiedyś go zabraknie, ale nie teraz, nie gdy go najbardziej potrzebuje. hah, wiem, że dla Was może to był głupie, ale dla mnie to w ch0j ważne. co do diety to od jutra zaczynam kopenhaską. oby sie udało, to tylko 13 dni. dam radę. 3majcie się! <3

oja, mniam *___*






sobota, 27 października 2012

# 27.

napiszę coś na szybko, dopóki rodziców nie ma. mój laptop jest w ciężkim stanie, dlatego muszę pisać na komputerze rodziców i potem usunę historię. jeszcze tego brakowało, żeby sie dowiedzieli.. pewnie pilnowaliby mnie z jedzeniem, albo poszli ze mną do lekarza a on zamknąłby by mnie w psychiatryku. nie dziękuję. idzie mi nawet okej, oby tak szło dalej, albo jeszcze lepiej. 10 dni bez słodyczy i fast foodów, jak ja to zrobiłam? O.o chyba jeszcze nigdy tak długo nie wytrzymałam. jeszcze 67 dni, hehe :D ciekawe jakie będą tego efekty. mam nadzieje, że coś schudnę. jest godzina 10.52 . wstałam o 10.00 
zastanawiam sie czy coś zjeść.. chyba nie. śniadania mi nie służą. o 14.30 mam obiad, więc wytrzymam.
wczoraj byłam na treningu. było nawet okej + był zajebisty chłopak, aż ciężko mi było sie skupić na jakichkolwiek ćwiczeniach. wcześniej z nim pisałam na fejsie, ale nie sądziłam, że go wgl opznam. a tu taka niespodzianka. przebieram sie w szatni i gadam z koleżanką, a tu nagle on przechodzi. uśmiechnął się. podczas treningu, akurat gdy ja spojrzałam to on też, ahh. dobra dupka <3 
zmiana tematu. dzisiaj chyba też będę gnić w domu i grać w simsy. -,- jest zimno i nawet nie mam ochoty na spacery. zobaczymy jak to dzisiaj będzie. jutro muszę sie uczyć. :c w dodatku zbliża  mi sie okres.. boje sie, że znowu będę miała napady.. 
dobra, nie będę Wam więcej truć. 3majcie sie i chudego <3 
później dopiszę bilans. 



środa, 24 października 2012

# 26.

powoli dostaje tu depresji. nie ma to jak chorować sobie z mamuśką <3 -,- 
doprowadza mnie do szału.. + to, że leżę w łóżku już 2 dzień, 
z nudów nawet zaczęłam grać w simsy ; o . jutro wstaje, tzn już dziś. :) jest dokładnie godzina 0.13 
nie wytrzymam kolejnego dnia bez ruchu, leniuchując w łóżku i nic nie robić, tylko wpierdalać...
O NIE! przed chwilą troche poćwiczyłam, a zaraz odę spać, bo powoli robię sie śpiąca.
w sumie wolałabym iść do szkoły. wiem, że to dziwne, ale naprawdę. przerażają mnie zaległości.. 
mam do napisania spr z biologii, polskiego, matmy, angola, chemii, religii i 3 z geografii. pozdro -,-
to przez wszystkie moje nieobecności, spierdalanie z lekcji i olewanie. mam za swoje, a co. 
waga przed chwilą pokazała równe 62 kg a rano było 62,6 kg. dziwne, ale sie cieszę. jeszcze tylko jeden kg i drugi cel zaliczony. :) nie wiem co mam jeszcze pisać? :c
może to, że dziś dobra dupka była na treningu, a ja w tym czasie grzałam dupko w łóżku? :c
i może to, że moja mama powinna iść do psychologa? oj sorry, do psychiatry.
a mój tatuś ją olewa.. zajebista rodzinka. rzygam już tym. nawet nie chce mi sie na to wszystko patrzeć. moja siostra ma w tym roku maturę i przeprowadza sie do babci na jakieś 2-3 tygodnie, jakoś na początku listopada.. super, a ja zostaje tutaj z nimi całkiem sama.. nie mam zamiaru codziennie siedzieć w domu, będę planowała dni tak, żeby wrócić ze szkoły, odrobić lekcje i narka! 
nawet nie będę miała czasu na jedzenie. 2 listopada otwierają u nas lodowisko, o tak! <3 
dobra, nie będę przynudzać. napiszę jeszcze tylko, że trzeci dzień na SGD zaliczony. 
DOBRANOC KRUSZYNKI <3

wtorek, 23 października 2012

# 25.

dzisiejszy dzień spędzam w łóżku, rano byłam u mojej ukochanej pani doktor i pani doktor i kazała mi leżeć w łóżku przez 2 dni, ale pewnie jutro już nie będę, no i mam zwolnienie do końca tygodnia. troche mnie to martwi, bo będę miała mnóstwo zaległości.. a moja wychowawczyni już pisała sms-a do mamy, i pytała czemu mnie nie ma, oraz prosiła o kontakt później.. denerwuje sie o co chodzi. no ale dobra. 
jest godzina 11.40 . jeszcze niczego nie jadłam, dopiero zjem coś w porze obiadowej, czyli ok 14.30. 
rano gdy sie ubierałam spojrzałam na swój brzuch,wydawał sie mniejszy.. potem sie zważyłam i jest 62,7 kg. zauważyłam, że gdy tylko coś wypije albo zjem, to brzuch mam strasznie wydęty, wygląda jakbym była w ciąży zaawansowanej, dosłownie.. przed chwilą babcia zapytała sie mnie czy jadłam śniadanie, okłamałam ją mówiąc, że tak.. źle sie czuje z tym, że ich okłamuje, ale inaczej nie pozwoliliby mi na to. gdy rano robiłam jej śniadanie. nakładałam na chleb grani łyżeczką i miałam taką ochotę ją oblizać, ale w mojej głowie pojawił sie głos, który wydarł sie ' NIE! ' i natychmiast ją umyłam. dziwne.. chciałabym tygodniowo zrzucać ok 1 kg. ale wiem, że to nie jest takie łatwe. zobaczę ile schudnę na SGD. gdy efekty mnie zadowolą może będę ją powtarzać, ale boje sie efektu jo-jo. :c zobaczymy jak to będzie. tymczasem idę oglądać jakiś film. 3majcie się chudzinki ; * !


 zastanawiałam sie nad tabletkami, które wspomagają przemianę materii. znacie jakieś? polecacie?


bilans.
troche gulaszu, ziemniaki wywaliłam. (250)
malutkie jabłko (30)
łącznie 280.

poniedziałek, 22 października 2012

# 24.

cześć <3
zostałam dziś w domu, bo jestem przeziębiona. mierzyłam sobie przed chwilą temperaturę i mam 37,5.
ledwo co oddycham, i mam straszny katar - masakra. ale przynajmniej nie miałam dziś apetytu. rano sie ważyłam i było 63 kg... -,- dzisiaj pierwszy dzień na SGD. wczoraj o tym myślałam i zdecydowałam się, no bo nie mam nic do stracenia. poza tym wszystko jest okej. tak jakby. w piątek idę na korki z niemieckiego,  w końcu ;) jestem nienormalna.. ta tęsknota nie pozwala mi normalnie funkcjonować. to tak cholernie boli. nie daje rady. chciałabym mieć go blisko siebie. wyjechać i zostać tam na stałe. jeszcze tyle czasu, te cholerne 1,5 roku i wyjeżdżam na stałe. nie mogę się doczekać! idę czytać książkę ' dieta (nie) życia ' ściągnęłam sobie z chomikuj.pl
chudego ; *

bilans.
3 ogórki.
jogurt bakoma 7zbóż men.
300 kcal / 400 kcal.



czwartek, 18 października 2012

# 23.

dzisiejszy dzień nie jest taki zły.. dostałam 4 z polaka. ale pod względem diety mógłby być lepszy.. 
waga rano pokazała 62. cieszyłam sie jak głupia, mimo, że to tylko 600 gram. ale zawsze coś.
dziś pani na biologii pokazała film o anoreksji O.o innych to obrzydziło, i wystraszyło. mówili, że takie ciało wychudzone jest ohydne, a ja uważam, że to piękne. ten film mnie zmotywował. nie wiem w sumie co tu jeszcze napisać.. hm? może to, że znowu zaczynam trenować, od jutra. w dupie mam moje problemy z kręgosłupem, mimo tego, że w przyszłości grozi mi operacja.. eee tam. podczas treningów spalam kalorie. a to jest najważniejsze, poza tym judo to moje życie, nie wyobrażam sobie zrezygnować z tego do końca gimnazjum. nie potrafię. zawsze mam na sobie dwie bluzki, grubą bluzę i judoge. kocham to. napiszę jeszcze, że jutro chyba będę cały dzień na jabłkach, takie oczyszczenie, a co. :) 

waga - 62 kg. 

bilans. 
grani (200)
2 bułki maślane (350) - mogłam zrezygnować -,-
2 kawałki chleba ciemnego (200)
pasztet na chleb (40)
troche jogurtu pitnego (40)
jogurt (150)
łącznie 980 kcal. O.o

JESTEM GRUBA, SŁABA, ŻAŁOSNA..
nienawidzę siebie, po chuj ja tyle wpierdalam?! 
TŁUSTA ŚWINIA!
* przepraszam za przekleństwa.

 ćwiczenia.

spacer 4 godz. 
spalone - 603 kcal.

mam nadzieje, że u was lepiej <3

środa, 17 października 2012

# 22.

 cześć <3
dzisiaj było również dobrze, ale wkurzają mnie w szkole komentarze na mój temat.. jezu, czy te dziewczyny nie potrafią zrozumieć, że ja i Kamil sie tylko przyjaźnimy? -,- żałosne. w szkole byłam tak wkurzona i cięta na wszystkich, ze wzięłam 2 tabletki na uspokojenie.. już nie radzę sobie psychicznie. w domu źle, w szkole źle, wszystko jest nie tak jak miało być. przynajmniej z dietą idzie nawet okej, mimo tego, że od wczoraj spadło tylko 100 gram, czyli ważę 62,6 kg.  nie lubię czekać, ale trzeba. muszę coś poświęcić, żeby wyglądać tak jak chce. 
poza tym wpierdalając te świństwa, nie uzyskam idealnej wagi.. dlatego to jest bez sensu, i wolę z tego zrezygnować. dziś rano jak ubierałam sie, stałam na staniku i wybierałam ciuchy, nagle matula wbiła do pokoju i spytała czy zrobić mi śniadanie do szkoły, a ja, że nie. i powiedziała coś w stylu ; ty prawie nic wczoraj nie jadłaś ' no to skłamałam i coś tram wymyślałam, a tata do mnie ' jezu, jaka ty jesteś płaska na brzuchu, aż ci gnaty wystają ' spojrzałam sie na niego jak na idiotę i przyjrzałam sobie, faktycznie teoche mi kości biodrowe mocniej wystają, ale bez przesady, na brzuchu mam mase tłuszczu! ; o 
powiedział, że nawet jak stałam to mi oponka wystawała i to nie mała, a teraz nie. zignorowałam to i poszłam zrobić sobie herbatę przed wyjściem, wypiłam i poszłam. 30 minut spacerkiem i byłam na miejscu, na zajęciach technicznych dostałam 4, a na matmie o dziwo 3. szoook, ale miły :) do domu znowu 40 minut spaceru, bo jeszcze musiałam iść mamie po senes (-,-). zjadłam coś , posiedziałam i wyszłam do koleżanki, chodziłyśmy od 16.30 a o 19.10 byłam w domu, na placu grałam z chłopakami w piłkę, więc dodatkowo spalone  kalorie :) teraz muszę sie uczyć, bo jutra sprawdzian z geografii -,- a teraz siedzę sobie i pije herbatę. mniam. ogarnę i poczytam co u Was. 3majcie sie chudzinki <3 

bilans.
wafel ryżowy (36)
grani (200)
troche fasolki (100)
jogurt (69)
= 405 kcal. 

ćwiczenia. 
spacer - 3 godz. 40 min. 
spalone - 478 kcal.