wtorek, 30 października 2012

# 28.

zjebałam po całości, szkoda gadać.  domu jest coraz gorzej, mam dość. w dodatku dowiedziałam sie dziś, że mój pies ma nowotwór.. boże. jutro ma operację, boję się. tak strasznie sie do niego przywiązałam. gdy miałam 8 lat pojechaliśmy na wakacje i tam była taka pani właśnie ze szczeniakami... gdy je zobaczyłam, od razu wiedziałam, że chce mojego. mimo, że było 10 innych szczeniaków a mój pies miał siostrę bliźniaczkę, ja chciałam właśnie tego. przekonałam rodziców i gdy tylko wróciliśmy do domu, kupiliśmy mu wszystko i pojechaliśmy po mojego maluszka. to jest amstaff, moje małe bydle. jest silny i wierzę, że wyjdzie z tego i jako jedyny mnie nie zostawi. nie poradzę sobie bez niego. czasami idę do niego, kładę się obok, wtulam i opowiadam mu wszystko, czasami płacze, tylko on potrafi mnie wysłuchać, a jego obecność poprawia mi humor. gdy miał 3 lata zgubił sie na 10 dni. byłam tak przerażona, że raz zasnęłam na jego legowisku, wszędzie go szukałam, na szczęście sie znalazł. rok później tata poszedł z nim do lasu i znowu gdzieś uciekł, po 3 godzinach tata miał dość. wkurzyłam się, ubrałam i poszłam go szukać po lesie sama, po drodze spotkałam tatę, dał mi smyczkę i zaczęłam poszukiwania. w lesie darłam sie jak głupia, przeszłam przez las i zobaczyłam go jak siedzi sobie spokojnie w miejscu na cmentarzu. ja już nie wyobrażam sobie tego, że mogłoby go zabraknąć. wiem, że kiedyś go zabraknie, ale nie teraz, nie gdy go najbardziej potrzebuje. hah, wiem, że dla Was może to był głupie, ale dla mnie to w ch0j ważne. co do diety to od jutra zaczynam kopenhaską. oby sie udało, to tylko 13 dni. dam radę. 3majcie się! <3

oja, mniam *___*






sobota, 27 października 2012

# 27.

napiszę coś na szybko, dopóki rodziców nie ma. mój laptop jest w ciężkim stanie, dlatego muszę pisać na komputerze rodziców i potem usunę historię. jeszcze tego brakowało, żeby sie dowiedzieli.. pewnie pilnowaliby mnie z jedzeniem, albo poszli ze mną do lekarza a on zamknąłby by mnie w psychiatryku. nie dziękuję. idzie mi nawet okej, oby tak szło dalej, albo jeszcze lepiej. 10 dni bez słodyczy i fast foodów, jak ja to zrobiłam? O.o chyba jeszcze nigdy tak długo nie wytrzymałam. jeszcze 67 dni, hehe :D ciekawe jakie będą tego efekty. mam nadzieje, że coś schudnę. jest godzina 10.52 . wstałam o 10.00 
zastanawiam sie czy coś zjeść.. chyba nie. śniadania mi nie służą. o 14.30 mam obiad, więc wytrzymam.
wczoraj byłam na treningu. było nawet okej + był zajebisty chłopak, aż ciężko mi było sie skupić na jakichkolwiek ćwiczeniach. wcześniej z nim pisałam na fejsie, ale nie sądziłam, że go wgl opznam. a tu taka niespodzianka. przebieram sie w szatni i gadam z koleżanką, a tu nagle on przechodzi. uśmiechnął się. podczas treningu, akurat gdy ja spojrzałam to on też, ahh. dobra dupka <3 
zmiana tematu. dzisiaj chyba też będę gnić w domu i grać w simsy. -,- jest zimno i nawet nie mam ochoty na spacery. zobaczymy jak to dzisiaj będzie. jutro muszę sie uczyć. :c w dodatku zbliża  mi sie okres.. boje sie, że znowu będę miała napady.. 
dobra, nie będę Wam więcej truć. 3majcie sie i chudego <3 
później dopiszę bilans. 



środa, 24 października 2012

# 26.

powoli dostaje tu depresji. nie ma to jak chorować sobie z mamuśką <3 -,- 
doprowadza mnie do szału.. + to, że leżę w łóżku już 2 dzień, 
z nudów nawet zaczęłam grać w simsy ; o . jutro wstaje, tzn już dziś. :) jest dokładnie godzina 0.13 
nie wytrzymam kolejnego dnia bez ruchu, leniuchując w łóżku i nic nie robić, tylko wpierdalać...
O NIE! przed chwilą troche poćwiczyłam, a zaraz odę spać, bo powoli robię sie śpiąca.
w sumie wolałabym iść do szkoły. wiem, że to dziwne, ale naprawdę. przerażają mnie zaległości.. 
mam do napisania spr z biologii, polskiego, matmy, angola, chemii, religii i 3 z geografii. pozdro -,-
to przez wszystkie moje nieobecności, spierdalanie z lekcji i olewanie. mam za swoje, a co. 
waga przed chwilą pokazała równe 62 kg a rano było 62,6 kg. dziwne, ale sie cieszę. jeszcze tylko jeden kg i drugi cel zaliczony. :) nie wiem co mam jeszcze pisać? :c
może to, że dziś dobra dupka była na treningu, a ja w tym czasie grzałam dupko w łóżku? :c
i może to, że moja mama powinna iść do psychologa? oj sorry, do psychiatry.
a mój tatuś ją olewa.. zajebista rodzinka. rzygam już tym. nawet nie chce mi sie na to wszystko patrzeć. moja siostra ma w tym roku maturę i przeprowadza sie do babci na jakieś 2-3 tygodnie, jakoś na początku listopada.. super, a ja zostaje tutaj z nimi całkiem sama.. nie mam zamiaru codziennie siedzieć w domu, będę planowała dni tak, żeby wrócić ze szkoły, odrobić lekcje i narka! 
nawet nie będę miała czasu na jedzenie. 2 listopada otwierają u nas lodowisko, o tak! <3 
dobra, nie będę przynudzać. napiszę jeszcze tylko, że trzeci dzień na SGD zaliczony. 
DOBRANOC KRUSZYNKI <3

wtorek, 23 października 2012

# 25.

dzisiejszy dzień spędzam w łóżku, rano byłam u mojej ukochanej pani doktor i pani doktor i kazała mi leżeć w łóżku przez 2 dni, ale pewnie jutro już nie będę, no i mam zwolnienie do końca tygodnia. troche mnie to martwi, bo będę miała mnóstwo zaległości.. a moja wychowawczyni już pisała sms-a do mamy, i pytała czemu mnie nie ma, oraz prosiła o kontakt później.. denerwuje sie o co chodzi. no ale dobra. 
jest godzina 11.40 . jeszcze niczego nie jadłam, dopiero zjem coś w porze obiadowej, czyli ok 14.30. 
rano gdy sie ubierałam spojrzałam na swój brzuch,wydawał sie mniejszy.. potem sie zważyłam i jest 62,7 kg. zauważyłam, że gdy tylko coś wypije albo zjem, to brzuch mam strasznie wydęty, wygląda jakbym była w ciąży zaawansowanej, dosłownie.. przed chwilą babcia zapytała sie mnie czy jadłam śniadanie, okłamałam ją mówiąc, że tak.. źle sie czuje z tym, że ich okłamuje, ale inaczej nie pozwoliliby mi na to. gdy rano robiłam jej śniadanie. nakładałam na chleb grani łyżeczką i miałam taką ochotę ją oblizać, ale w mojej głowie pojawił sie głos, który wydarł sie ' NIE! ' i natychmiast ją umyłam. dziwne.. chciałabym tygodniowo zrzucać ok 1 kg. ale wiem, że to nie jest takie łatwe. zobaczę ile schudnę na SGD. gdy efekty mnie zadowolą może będę ją powtarzać, ale boje sie efektu jo-jo. :c zobaczymy jak to będzie. tymczasem idę oglądać jakiś film. 3majcie się chudzinki ; * !


 zastanawiałam sie nad tabletkami, które wspomagają przemianę materii. znacie jakieś? polecacie?


bilans.
troche gulaszu, ziemniaki wywaliłam. (250)
malutkie jabłko (30)
łącznie 280.

poniedziałek, 22 października 2012

# 24.

cześć <3
zostałam dziś w domu, bo jestem przeziębiona. mierzyłam sobie przed chwilą temperaturę i mam 37,5.
ledwo co oddycham, i mam straszny katar - masakra. ale przynajmniej nie miałam dziś apetytu. rano sie ważyłam i było 63 kg... -,- dzisiaj pierwszy dzień na SGD. wczoraj o tym myślałam i zdecydowałam się, no bo nie mam nic do stracenia. poza tym wszystko jest okej. tak jakby. w piątek idę na korki z niemieckiego,  w końcu ;) jestem nienormalna.. ta tęsknota nie pozwala mi normalnie funkcjonować. to tak cholernie boli. nie daje rady. chciałabym mieć go blisko siebie. wyjechać i zostać tam na stałe. jeszcze tyle czasu, te cholerne 1,5 roku i wyjeżdżam na stałe. nie mogę się doczekać! idę czytać książkę ' dieta (nie) życia ' ściągnęłam sobie z chomikuj.pl
chudego ; *

bilans.
3 ogórki.
jogurt bakoma 7zbóż men.
300 kcal / 400 kcal.



czwartek, 18 października 2012

# 23.

dzisiejszy dzień nie jest taki zły.. dostałam 4 z polaka. ale pod względem diety mógłby być lepszy.. 
waga rano pokazała 62. cieszyłam sie jak głupia, mimo, że to tylko 600 gram. ale zawsze coś.
dziś pani na biologii pokazała film o anoreksji O.o innych to obrzydziło, i wystraszyło. mówili, że takie ciało wychudzone jest ohydne, a ja uważam, że to piękne. ten film mnie zmotywował. nie wiem w sumie co tu jeszcze napisać.. hm? może to, że znowu zaczynam trenować, od jutra. w dupie mam moje problemy z kręgosłupem, mimo tego, że w przyszłości grozi mi operacja.. eee tam. podczas treningów spalam kalorie. a to jest najważniejsze, poza tym judo to moje życie, nie wyobrażam sobie zrezygnować z tego do końca gimnazjum. nie potrafię. zawsze mam na sobie dwie bluzki, grubą bluzę i judoge. kocham to. napiszę jeszcze, że jutro chyba będę cały dzień na jabłkach, takie oczyszczenie, a co. :) 

waga - 62 kg. 

bilans. 
grani (200)
2 bułki maślane (350) - mogłam zrezygnować -,-
2 kawałki chleba ciemnego (200)
pasztet na chleb (40)
troche jogurtu pitnego (40)
jogurt (150)
łącznie 980 kcal. O.o

JESTEM GRUBA, SŁABA, ŻAŁOSNA..
nienawidzę siebie, po chuj ja tyle wpierdalam?! 
TŁUSTA ŚWINIA!
* przepraszam za przekleństwa.

 ćwiczenia.

spacer 4 godz. 
spalone - 603 kcal.

mam nadzieje, że u was lepiej <3

środa, 17 października 2012

# 22.

 cześć <3
dzisiaj było również dobrze, ale wkurzają mnie w szkole komentarze na mój temat.. jezu, czy te dziewczyny nie potrafią zrozumieć, że ja i Kamil sie tylko przyjaźnimy? -,- żałosne. w szkole byłam tak wkurzona i cięta na wszystkich, ze wzięłam 2 tabletki na uspokojenie.. już nie radzę sobie psychicznie. w domu źle, w szkole źle, wszystko jest nie tak jak miało być. przynajmniej z dietą idzie nawet okej, mimo tego, że od wczoraj spadło tylko 100 gram, czyli ważę 62,6 kg.  nie lubię czekać, ale trzeba. muszę coś poświęcić, żeby wyglądać tak jak chce. 
poza tym wpierdalając te świństwa, nie uzyskam idealnej wagi.. dlatego to jest bez sensu, i wolę z tego zrezygnować. dziś rano jak ubierałam sie, stałam na staniku i wybierałam ciuchy, nagle matula wbiła do pokoju i spytała czy zrobić mi śniadanie do szkoły, a ja, że nie. i powiedziała coś w stylu ; ty prawie nic wczoraj nie jadłaś ' no to skłamałam i coś tram wymyślałam, a tata do mnie ' jezu, jaka ty jesteś płaska na brzuchu, aż ci gnaty wystają ' spojrzałam sie na niego jak na idiotę i przyjrzałam sobie, faktycznie teoche mi kości biodrowe mocniej wystają, ale bez przesady, na brzuchu mam mase tłuszczu! ; o 
powiedział, że nawet jak stałam to mi oponka wystawała i to nie mała, a teraz nie. zignorowałam to i poszłam zrobić sobie herbatę przed wyjściem, wypiłam i poszłam. 30 minut spacerkiem i byłam na miejscu, na zajęciach technicznych dostałam 4, a na matmie o dziwo 3. szoook, ale miły :) do domu znowu 40 minut spaceru, bo jeszcze musiałam iść mamie po senes (-,-). zjadłam coś , posiedziałam i wyszłam do koleżanki, chodziłyśmy od 16.30 a o 19.10 byłam w domu, na placu grałam z chłopakami w piłkę, więc dodatkowo spalone  kalorie :) teraz muszę sie uczyć, bo jutra sprawdzian z geografii -,- a teraz siedzę sobie i pije herbatę. mniam. ogarnę i poczytam co u Was. 3majcie sie chudzinki <3 

bilans.
wafel ryżowy (36)
grani (200)
troche fasolki (100)
jogurt (69)
= 405 kcal. 

ćwiczenia. 
spacer - 3 godz. 40 min. 
spalone - 478 kcal.



wtorek, 16 października 2012

# 21.

przepraszam, że nie pisałam.. dużo sie działo. zawaliłam ABC, za dużo razy przekroczyłam limit, wczoraj pobiłam sie z dziewczyną w szkole, mam mnóstwo nauki, kłótnie, i wgl. ale w końcu to ja, zawsze musze coś spierdolić. :) od dwóch dni sprawie nic nie jem, postanowiłam, że na okres próbny będę wegetarianką, zobaczymy co z tego wyjdzie. a ćwiczenia? mimo, że nie mogę trenować, mam mnóstwo ruchu, po szkole zawsze spotkam sie z przyjaciółką i chodzimy dobre 2-3 godz. dziś jeszcze byłam z psem sie przejść. także jest okej. rano waga pokazała 62,7 kg. zobaczymy co będzie jutro. :) w szkole idzie dobrze, mam mnóstwo nauki, ale nie jest tak źle. poza tym, że dziewczyny (siatkarki) mają w klasie takiego Kamila i ja mu sie podobam, a one są zazdrosne jak sie do mnie przytula czy coś mówi i nazywają mnie dziwką, inteligentne. :) 
nie przejmuje sie tym. zaraz zacznę czytać chudą, nudzi mi sie. poza tym muszę sie jakoś bardziej zmotywować. mam nadzieje, że u Was jest dobrze, zaraz Was odwiedzę.. CHUDEGO <3

wczoraj zjadłam grani i jogurt duży (515kcal), 
a dziś jabłko i jogurt (130kcal).



wtorek, 9 października 2012

# 20.

ważę 62kg. nie cieszę sie, bo mogłoby być lepiej. choć po moim wczorajszym napadzie, jestem zdziwiona, że nie ma 65. dostałam wczoraj okres, dlatego ochotę na słodkie.. masakra. zjadłam 3 małe batony, kila ciastek, 3 naleśniki z dżemem, 5 kawałki chleba z dżemem i wędlina, kawałek chałki..  i ja sie dziwie, że jestem gruba -,- yhy. 
jest 12.15 i wcinam serek naturalny 0% Tutti - 140g/70kcal. 
nie jest źle. muszę sie dziś uczyć, bo mam sporo do nadrobienia, przez 10 dni nie było mnie w szkole. 
zaraz poćwiczę z Ewą, dopóki nikogo nie ma w domu. mam dwie godziny dla siebie, mniam. 
do końca października muszę, ale to muszę ważyć 58kg. zrobię wszystko, że tak było.

bilans :
serek naturalny Tutti - 140g/70kacal.

edit.


CHUDEGO KOCHANE! ; *

niedziela, 7 października 2012

# 19.


wczoraj były te zawody w Koszalinie o których pisałam.. 
żeby iść do kategorii wagowej 63 kg, nie jadłam od piątku godz 15 do soboty godz 10. 
udało się, było 62,7. poszłam sie rozgrzewać, poćwiczyć, uspokoić.. nagle podchodzi mnie do mnie trener, że przeniósł mnie do 70 kg.. byłam w szoku. miałam tylko jedną walkę i przegrałam. nie miałam na tyle siły i nie byłam w stanie myśleć co sie wgl dzieje. gdy upadłam, nie mogłam wstać przez ból kręgosłupa. byłam załamana, ale potem sie ogarnęłam. w końcu nie zawsze sie wygrywa.miałam drugie miejsce na podium. zawaliłam wczorajszy dzień, przepraszam. ale jak miałam przeżyć zawody jedząc 100 kcal? zeżarłam dobry 1000, jak nie lepiej.. i wzięłam tabletki na przeczyszczenie. w autokarze wracając do Bydgoszczy, cały czas płakałam. z bezsilności, smutku, bólu.. przesiadłam sie na inne siedzenia, gdzie siedziałam sama i po jakimś czasie dosiadł sie Oskar. pogadaliśmy troche szczerze. powiedziałam co czuje, on też. spytałam czy będzie kiedyś coś więcej niż przyjaźń, odpowiedział, że raczej nie. to mnie dobiło, chciał mnie przytulić, ale nie odsunęłam. / dziś raczej niczego nie zjem. musi być jakaś kara. brzydzę sie sobą, jestem ohydna! wczoraj nie mogłam uwierzyć, że mam tak wielkie łydki (38/39cm). no więc witaj głodówko! dziś sama woda. 
+ ćwiczenia. poza tym muszę cały dzień siedzieć przy książkach.jutro chyba do szkoły nie idę, muszę załatwić rehabilitację. / nie rozumiem rodzajników określonych w niemcu.. masakra. ale muszę sie ich nauczyć. muszę tam wyjechać. tam będę mogła zacząć życie od nowa. tam będę szczęśliwa. to jest moje marzenie.

(ćwiczenia - edit)

czwartek, 4 października 2012

# 18.

spotkałam sie jednak wczoraj z Patrykiem.. stwierdziłam, że nie widzę szans dla nas. to by nie wypaliło. 
dziś spotykam sie z Kamilem, ale również jestem zdania, że raczej nic z tego nie będzie. w głowie siedzi mi cały czas Feisal. odliczam dni do ferii, gdy go znowu zobaczę, przytulę, pocałuje, czekam na ten jego słodki uśmiech i brązowe oczy. *___* nigdy nie sądziłam, że zakocham sie w niemcu. nigdy nie chciałam tam wyjeżdżać, a teraz? właśnie czekam na telefon od doradcy z europejskiego serwisu edukacji, który powie mi czy jest w Hamburgu szkoła dla mnie. bożę, tak się cieszę, oja. pisałam wczoraj z bratem Feisala, Karenem. napisał, że wszyscy tam za mną tęsknią, że mam najszybciej wracać do Niemiec, że Feisal powoli nie daje rady beze mnie. płakać mi sie chce, najgorsze, że nie mam tych cholernych 18 lat i nie mogę już wyjechać.. muszę czekać 2 lata, żeby na stałe sie tam przeprowadzić. w dupie mam zdanie rodziców, raz sie zgadzają, raz nie. powiedziałam im ostatnio, że jadę i koniec tematu. muszę oszczędzać kasę, bo euro troche kosztuje. muszę uczyć sie niemieckiego, bo inaczej sie z nimi tam nie dogadam, heh. jeszcze w wakacje dogadałam sie z ciocią, która mieszka w Pinnebergu obok Hamburga, że będę mogła u niej zamieszkać i chodzić do technikum tam, ale ostro sie z nią pokłóciłam i jakoś kontakt sie urwał. poza tym ona czepia sie o różne głupie rzeczy, i nawet nie mam ochoty z nią mieszkać, dlatego stwierdziłam, że dam sobie rade sama, nie potrzebuje czyjejś łaski.. chociaż raz dam z siebie wszystko, uda mi się! trochę sie rozpisałam, przepraszam. idę sie pouczyć niemieckiego. a, i zaplanuje sobie już bilans, bo potem nie będę miała czasu,  żeby wejść. 3majcie sie chudzinki <3 miłego dnia. ; *

bilans.
jajecznica z dwóch jajek. (200)
zielona herbata z cytryną. x3
jabłka małe x4. (nie wliczam)
malutki kawałek schabowego (100)
łącznie 300 kcal.

ćwiczenia.
spacer 3,5 godz. 
spalone 772 kcal.

środa, 3 października 2012

# 17.

hej piękne <3
co tam u Was? bo u mnie nawet okej, siedzę sobie w domu do piątku, lubię udawać, że jestem chora. wiem, że tak nie wypada, ale muszę odpocząć. dziś o 16 spotykam się z moim byłym.. pisał mi wczoraj, że sie zmienił, chce spróbować ułożyć sobie życie od nowa z kimś kto go uszczęśliwi. napisał, że ja dam mu to szczęście, że kumple i imprezy nie są już dla niego najważniejsze, że będąc ze mną będzie poświęcał mi czas i nie oszuka mnie. nie wiem czy mu wierzyć, za dużo razy mnie oszukał. poza tym chłopak z którym kiedyś kręciłam też chce się dziś spotkać, bo zależy mu na mnie : o żal, nie lubię takich sytuacji. nie wiem czy wgl nadal coś do nich czuje. mam czas do 15 żeby podjąć decyzje..
za godzinę idę robić obiad - naleśniki, bez twarogu. potem ten spacer, i o 18 mam trening judo. zawsze zakładam dodatkowe dwie bluzki i bluzę, żeby bardziej sie spocić. w sobotę mam zawody w Koszalinie, muszę być na podium, muszę.
także spale kalorie. idę sie trochę ogarnąć i pooglądać tv. a i stwierdziłam, że nie będę wliczała owoców i warzyć, no chyba, że mam głodówkę, to musi być 0 kcal. miłego dnia chudzielce! ; *** 

bilans. 
 4 chrupkie. (80)
jogurt (69)
mini parówka (50)
2 naleśniki bez niczego. (300)
łącznie 439 kcal.

ćwiczenia.
2,5 godz spaceru.
2 godz treningu.
spalone 1785 kcal.






wtorek, 2 października 2012

# 16.

nie byłam dziś w szkole, nie chciało mi się. o 12 pojechałam do koleżanki, pochodziłyśmy 2 godz na dworze, posiedziałyśmy u niej, ogólnie było okej, spaliłam 7 papierosów. nawet nie chciało mi sie wracać do domu. 
zrobiłam lekcje, zaliczyłam kłótnie z mamą.. to staje sie męczące. wieczne awantury o gówna. 
ogarnęłam dziś z jedzeniem, jest okej i mam nadzieje, że już tak będzie. o 20 idę sie przejść z kolegą na godz. dawno go nie widziałam i mamy sporo do nadrobienia.jestem zmęczona, najlepiej poszłabym spać i obudziła dopiero jak wszystko się ogarnie. nie mam już na to wszystko siły. 

bilans. 
zupka pomidorowa Vit (59)
jabłko (40)
1,5 naleśnika (300)
chrupkie (20)
dwa plastry pomidora (10)
łącznie 429.

ćwiczenia.
3godz spaceru. 
spalone 662 kcal.




poniedziałek, 1 października 2012

# 15.


znowu to samo.. zawaliłam, nie pytajcie dlaczego, moja własna głupota, brak samokontroli, ciągła ochota na jedzenie.. boże, dlaczego? to mnie przeraża. rano zawsze idzie tak dobrze, a potem? to jest nie do pojęcia. 
i co teraz? znowu mam zaczynać od nowa i zawalić? O NIE! tym razem na pewno nie zawalę.. nie mogę! bo już zawsze będę grubasem.. jutro się zważę i zaczynam ABC.! 

PAŹDZIERNIK : 
1. jeść co 4 godz.
2. uczyć sie niemieckiego.
3. trenować regularnie. 
4. biegać raz w tyg.
5. pić dużo wody.
6. iść na zakupy.
7. ćwiczyć codziennie.
8. uczyć się.
9. zadbać o siebie.
10. jeść dużo owoców i warzyw (oprócz bananów) 
11. nie przekraczać limitów.
12. ograniczyć gazowane.
13. ogarnąć swoje uczucia. 
14. nie zapomnieć o celu.
15. ważyć sie co tydzień.
16. dawać z siebie wszystko na treningach.
17. ograniczyć palenie.
18. nie pokazywać swoich uczuć.
19.  oszczędzić kase.
20. poprawić relacje z rodziną.