nie było mnie tu 8 dni.. tyle sie zmieniło, że nie wiem od czego zacząć. może od tego, że jestem z D.
dokładnie od 8 dni ;) mieliśmy kiepskie chwile, kłócimy sie, ale mimo wszystkiego dajemy rade, jestem z nim szczęśliwa. bywa naprawdę kochany i słodki, szczególnie gdy jesteśmy razem. między nami jest 4 lata różnicy. nie czuje tego, on też nie. często sie spotykamy, prawie codziennie. jutro chyba do niego jadę, zobaczymy czy dam radę. mam masę nauki.. muszę wszystko ogarnąć, bo mam zagrożenie z chemii, matmy i jeżeli nie napiszę dwóch kartkówek z fizyki to też postawi mi jedynkę -,-. we wtorek widzę się z misiem na 100 %, w środę też no i w czwartek idziemy razem na zakupy.. w piątek wyjeżdża za granicę do taty na święta.. na samą myśl o tym tęsknie.. naprawdę mi na nim zależy. sylwestra też spędzamy razem. boże... może wszystko sie ułoży?! chciałabym. no i teraz najważniejsze - dieta. idzie dobrze. mój nałóg się pogłębia, pale codziennie, nawet po pół paczki, a czasem nawet całą. nie chce mi się jeść. dużo spaceruje z D. nawet po 3-4 godziny dziennie. wracam wieczorem i już nic nie jem. ważę 60,6 kg. trochę czuje, że schudłam, ale to nic. będę sie cieszyła jak zobaczę moją wymarzoną piątkę z przodu! przestałam bać sie świąt.. nie będę tyle jadła, dam radę. ;) i chyba mi sie polepszyła przemiana materii, bo po jedzeniu w ciągu godziny idę do WC. może to po tych tabletkach na przeczyszczenie, które brałam jakiś czas temu. ale już zrezygnowałam, za dużo bólu. przestałam też sie ciąć.. moja ręka wygląda okropnie, cała w czerwonych, krwistych, głębokich kreskach.. no to chyba a tyle :) powodzenia kochane! ;*

