środa, 26 grudnia 2012

# 52.

żyje... choć w sumie powalałabym zniknąć..
czuje sie jak świnia.
wrócę jak tylko sie ogarnę.
WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO W NOWYM ROKU KOCHANE! ;*

sobota, 22 grudnia 2012

# 51.

musiałam coś w sobie zmienić.. i pofarbowałam włosy, miały wyjść ciemne brązowe, ale są czarne. 
w sumie sie cieszę, dobrze sie w nich czuje. lepiej nie wspominam o diecie, szkoda gadać.. pare razy dzisiaj wylądowałam w nad kiblem i rzygałam.. pisze z D. przeprosił mnie za wszystko, jest inaczej, lepiej.  piszę, że chce żebym była tylko jego i wgl, ale nadal nie wie czego chce. stwierdziliśmy, że jak w wróci od taty to spotkamy sie pare razy i zobaczymy jak to będzie. wolę sie nie spieszyć. nie chce znowu cierpieć. 

jebać te sztuczne święta, sztuczne szczęście i sztuczną miłość.

czwartek, 20 grudnia 2012

# 50.

nie daje rady.. to wszystko tak cholernie boli.. czuje sie fatalnie. nie wiem co ze sobą zrobić. ciągle tylko porażki.. zaczęłam więcej palić, ciąć sie.. znając mnie to przez ferie zacznę pić.. nie rozumiem, po chuj on
to wszystko pisał? te słodkie słówka, buziaki w czoło, jak mnie przytulał tak mocno, że nie mogłam oddychać, trzymał mnie za rękę tak pewnie.. nie mam siły..

dieta idzie, waga stoi..

jem.
rzygam.
płacze.
pale.
tnę się.

poniedziałek, 17 grudnia 2012

# 49.

i wszystko poszło sie jebać! boże, czy zawsze tak będzie? czemu nic mi sie nie układa?!
wczoraj jeszcze pisałam jak to jest cudownie, zajebiście... przed chwilą D. napisał, że to chyba nie ma sensu.
momentalnie miałam łzy w oczach, rycze jak pojebana. to koniec... nagle całe moje szczęście sie rozjebało..
został smutek, żal i wspomnienia... nie daje rady, nie potrafię..

niedziela, 16 grudnia 2012

# 48.

nie było mnie tu 8 dni.. tyle sie zmieniło, że nie wiem od czego zacząć. może od tego, że jestem z D.
dokładnie od 8 dni ;) mieliśmy kiepskie chwile, kłócimy sie, ale mimo wszystkiego dajemy rade, jestem z nim szczęśliwa. bywa naprawdę kochany i słodki, szczególnie gdy jesteśmy razem. między nami jest 4 lata różnicy. nie czuje tego, on też nie. często sie spotykamy, prawie codziennie. jutro chyba do niego jadę, zobaczymy czy dam radę. mam masę nauki.. muszę wszystko ogarnąć, bo mam zagrożenie z chemii, matmy i jeżeli nie napiszę dwóch kartkówek z fizyki to też postawi mi jedynkę -,-. we wtorek widzę się z misiem na 100 %, w środę też no i w czwartek idziemy razem na zakupy.. w piątek wyjeżdża za granicę do taty na święta.. na samą myśl o tym tęsknie.. naprawdę mi na nim zależy. sylwestra też spędzamy razem. boże... może wszystko sie ułoży?! chciałabym. no i teraz najważniejsze - dieta. idzie dobrze. mój nałóg się pogłębia, pale codziennie, nawet po pół paczki, a czasem nawet całą. nie chce mi się jeść. dużo spaceruje z D. nawet po 3-4 godziny dziennie. wracam wieczorem i już nic nie jem. ważę 60,6 kg. trochę czuje, że schudłam, ale to nic. będę sie cieszyła jak zobaczę moją wymarzoną piątkę z przodu! przestałam bać sie świąt.. nie będę tyle jadła, dam radę. ;) i chyba mi sie polepszyła przemiana materii, bo po jedzeniu w ciągu godziny idę do WC. może to po tych tabletkach na przeczyszczenie, które brałam jakiś czas temu. ale już zrezygnowałam, za dużo bólu. przestałam też sie ciąć.. moja ręka wygląda okropnie, cała w czerwonych, krwistych, głębokich kreskach.. no to chyba a tyle :) powodzenia kochane! ;*



sobota, 8 grudnia 2012

# 47.

nie jest źle, ale mogłoby być lepiej. waga stoi - 62,6 kg. może dlatego, że mam okres? (-,-).
zrobiłam taki jakby kalendarz, ma 40 dni. czyli 40 dni diety. przyczepiłam na lodówkę i zdjęcie chudej dziewczyny, ale nie aż tak, żeby nie przestraszyć rodziców. może to mnie zmotywuje. dziś jest pierwszy dzień. max 600 kcal. potem będzie coraz mniej. obiadu nie zjem, będzie jakieś mięso.. powiem, że boli mnie 
brzuch i niby zjem później. muszę rzucić palenie. 
za 4 godziny mam korki, tata mnie zawiezie a z powrotem wrócę autobusem zrobię sobie spacerek. 

trzymajcie sie kochane!


bilans.
2 małe parówki dla dzieci.
2 kawałki ciemnego chleba z szynką i serem.
2 herbaty owocowe sagi ze słodzikiem.
= 350? 

EDIT.

w bilansie nic sie na razie nie zmieniło, ale jeszcze nie wiem. korki mi odwołała.. i mam jutro między 12 a 13. aa i zapomniałam wcześniej napisać, że znowu zaczęłam wymiotować.. boli mnie teraz gardło, pluję krwią.. ;x spotykam sie dziś z D. pierwszy raz i troche sie boje, ale mam nadzieje, że będzie okej. ;) 




czwartek, 6 grudnia 2012

# 46.

zostałam dziś w domu.. wczoraj wzięłam Xenne extra - 3 tabletki i do dziś mnie trzyma..
nie mogłam wytrzymać z bólu brzucha i po długich namowach mamy zostałam. posprzątałam całe mieszkanie, wyszłam z psem, teraz sie ucze niemieckiego, aa no i zapisałam sie w końcu na korki z niemieckiego. pierwszą godzinę mam w sobotę o 16.00 - nie mogę sie doczekać! 
niczego jeszcze nie zjadłam, wypiłam tylko 2 herbaty (czerwoną i grzańca-1kcal)
czuje sie lepiej. wczoraj dostałam okres, fatalnie. zwolniłam sie z lekcji o 10.20 bo nie wytrzymywałam psychicznie. czekam sobie teraz ma mamusię, mam nadzieje, że ma dobry humor i będzie sie cieszyła, że posprzątałam, bo rzadko to robię. boje sie świąt, przeraża mnie fakt, że są tak blisko.. tyle żarcia, a ja na diecie. boje się. poza tym jest mi ciągle zimno.. nie ważne ile bym na siebie założyła, mi i tak jest zimno. 

EDIT. 

trochę za dużo kcal, ale okej. nie jest tak źle. do końca dnia już nic nie zjem.

trzymajcie się <3



wtorek, 4 grudnia 2012

# 45.

jestem z siebie dumna. oprócz tego, że dostałam 5 i 4 z polaka, poprawiłam chemie, to nie poszłam dziś do sklepiku w szkole.. dałam radę. po szkole poszłam do biblioteki, chciałam wypożyczyć chudą, ale akurat dzień wcześniej ktoś ją wziął. babka obiecała, że jak wróci to zadzwoni do mnie. 

bilans :
3,5 mandarynki. 90 kcal.
kluski gotowane (były wręcz takie rzadkie z wodą) 150 kcal.
kawałek ciemnego chleba z pastą rybną i szynką 150 kcal.
kisiel 120.
= 510 kcal.

ćwiczenia :
 - 300 brzuszków.
- unoszenia 80x2
- 200 nożyc.
- 300 rowerków na leżąco.
- 500 motylków.
- na pupę 80x2.
- rozciąganie.
- nogi w przód i tył 50x4.
- 150 pajacyków.
- 100 przysiadów.
- 40 minut spaceru. (154,5 kcal)




poniedziałek, 3 grudnia 2012

# 44.

moja matka mnie chyba nienawidzi.. z resztą jak cała rodzina. czuje sie jak wyrzutek. to boli. 
co chwilę słyszę jakieś chamskie komentarze. nie chce mi sie już żyć. moja dieta to dno, moje życie to dno, ja jestem dnem. nic nie ma sensu. wszystko sie pierdoli. pod koniec grudnia są połowinki.. chciałam iść, ale wstyd mi sie tak pokazać.. kolega z klasy dziś powiedział na mnie Obelix - zachciało mi sie płakać..
jeszcze mu pokażę! zakochany w sobie idiota! 

PLAN - tym razem się uda. nie zawalę.
  
1. max 500 kcal.
2. 2l wody dziennie.
3. nic po 19.00 
4. 2-3 posiłki dziennie.
5. ćwiczenia.

nie wolno :

- czekolada.
- ciasta, ciasteczka.
- żelki, pianki, galaretki.
- drożdżówki.
- chipsy, paluszki, popcorn.
- cukierki.
- bita śmietana, polewy.
- rodzynki.
- fast foody. (każdego rodzaju)
- słodzone napoje.
- gazowane.
- wafelki, batony.
- ser żółty.
- ziemniaki.
- bułki i chleb jasny.
- dżem.
- sól, cukier.
- sosy.
- zupki w proszku.
- mięso smażone.
- olej.
-makaron.
- naleśniki.
- budyń.
*trochę tego sporo, ale jakoś dam radę.

ćwiczenia :

- 300 brzuszków.
- unoszenia 80x2
- 200 nożyc.
- 300 rowerków na leżąco.
- 500 motylków.
- na pupę 80x2.
- rozciąganie.
- nogi w przód i tył 50x4.
- 150 pajacyków.
- 100 przysiadów.


tak będę wyglądała w wakacje.
motywacja wraca! 




niedziela, 2 grudnia 2012

# 43.

nikt mnie nie rozumie, albo nikt nie stara sie mnie zrozumieć.. nikt nie wie jaka jestem naprawdę, nikt nic o mnie nie wie.. pierdolą bzdury, bez podstaw. nie mogę na nikogo liczyć. zostałam sama. moje uczucia, myśli 
mnie przerażają.. chyba sie zakochałam. ale nie rozumiem jak to sie stało. - głupia idiotka! 
nawet nie mam u niego szans, jestem żałosna. poza tym kto by sie zainteresował takim czymś?! 

jesteś gruba. jesteś żałosna. jesteś nikim. jesteś zerem. jesteś obrośnięta tłuszczem. jesteś brzydka.
jesteś okropna. jesteś tłusta. jesteś toczącą sie kulą. jesteś..

waga w wczoraj - 62,6 kg.. no super! tyje, staje sie coraz większa. czuje to, widzę jak przytyłam..
boję się, jezu! 

dajcie mi umrzeć, proszę.